Jasmin Zäsar uczy się w 2 LO im. Stefana Batorego w Warszawie. Nieustraszona, ciekawa świata i otwarta. Niesamowicie ambitna. Szanująca zdanie innych. Jako zapalona artystka pragnie przede wszystkim spełniać się w tym, co robi. Lubi decydować o każdym swoim ruchu.

Dobrze mieć bohaterów po swojej stronie

Przemierza powstańczą Warszawę z harcerskim plecaczkiem z zielonego płótna, do którego jego matka spakowała cztery pary dziecięcych kalesonków i 40 zł w nominałach po 10 zł

Ksawery Różycki z ryngrafem, który dostał na 8 urodziny

Bohaterem tej opowieści jest 8–letni Ksawery Różycki, który przychodzi na świat w małym szpitalu przy Marszałkowskiej. Z września 1939 r. zapamięta jedynie materace w biało-niebieskie pasy, ułożone na wozie, którym uciekał, a potem wracał z mamą do stolicy. Do śmierci ojca w 1943 r. mieszka w Tarczynie. To o Ksawerym będziemy w tej opowieści mówić „chłopiec”.

Powiśle, Wola i Mokotów, ulica każda, każdy dom. Gdy zabrzmi pierwszy strzał, bądź gotów… (1 sierpnia, godz. 16.55)

Jest duszno. Przez szczekaczki zawieszone na latarniach coś słychać. Nikt nie zwraca na to uwagi. Kobieta idzie z synem na spacer i też nie słucha. Za kilka minut wtorkową przechadzkę przerwie odgłos strzałów i krzyk dochodzący z ul. Świętokrzyskiej. Dla wielu – rzecz niespodziewana.

Gdzie w twierdze zmieniły się domy, gdzie serca w zapale nie stygną (godz. 17.05)

Matka ucieka w popłochu, trzymając syna za rękę. Chłopiec co chwila odwraca głowę, aby zobaczyć, co dzieje się na ulicy. Pamięta, że budynek poczty należał do Niemców. Przed wejściem zawsze stało dwóch żandarmów z blachami na piersiach i z automatami w ręku. A to przecież stamtąd dochodziły strzały, tam biegli ludzie. Jego matka nie wie, że właśnie zaczęło się długo wyczekiwane Powstanie, ale wie, że jest skazana tylko na siebie. Na szczęście mieszkają tuż obok pl. Napoleona. Ulica Warecka 9 m. 31, tel. 508-20. Stara kamienica, a w niej mieszkanko na trzecim piętrze. Nikt nie ma pojęcia, co ich czeka. Kobieta swoim zwyczajem ma pełną spiżarkę. Kilka dni wcześniej kupiła: 10 kilo mąki, 5 kilo cukru, 10 kilo ziemniaków i kilo soli. Pierwsze trzy dni mijają w wielkim napięciu, tuż za rogiem Powstańcy walczą nadal o gmach Poczty Głównej. Chłopiec czuje się dumny, że mieszka przy tej ulicy. Widzi, jak ktoś z pierwszego piętra rzuca butelkę z benzyną i podpaloną szmatę, i jak wpadają one w otwarty właz przejeżdżającego czołgu, który ostrzeliwał Powstańców. Słyszy wybuch i przeraźliwy trzask. Maszyna chyba jest zniszczona. – Dobrze mieć bohaterów po swojej stronie – myśli. Słychać świst karabinowych kul, jęki zabitych hitlerowców i eksplozje granatów. I wreszcie wspaniała wiadomość – na gmachu poczty powiewa biało-czerwona flaga.

Niech płynie piosenka z barykad. Wśród bloków, zaułków, ogrodów (15 sierpnia)

Mieszkanie. Pięć pokoi w amfiladzie. Wejście od kuchni i oficyny. Mały balkon wychodzący na ulicę. Chłopiec, który przecież nie opuszcza domu, ma łuski z pocisków czołgowych i karabinów maszynowych. Małe, nikomu niepotrzebne przedmioty, którymi on jest zafascynowany. – Przychodził się ze mną bawić chłopiec mieszkający w tej samej kamienicy – opowiada dziś Ksawery. – Sporadycznie – dodaje, wzdychając.

Stare Miasto, Stare Miasto, wiernie Ciebie będziem strzec… (5 września)

Czują się bezpiecznie, bo po zdobyciu poczty w tej okolicy jest spokojnie. Ale dziś jest inaczej. Od 3 września siły podległe gen. Reinefarthowi obsadziły zburzone i opuszczone przez Powstańców Stare Miasto i bombardują Powiśle. Nagle pukanie do drzwi. Stają w nich dziadkowie, którzy uciekli z nadwiślańskiej dzielnicy, zostawiając cały swój dobytek na pastwę ognia. Zabrali tylko kawałek koniny. Mama zaczyna ją gotować, a zapachy roznoszą się najpewniej po całym piętrze. Chłopiec niecierpliwie czeka na ciepły posiłek. Uśmiecha się.

Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew… (6 września)

Kiedy do warszawiaków dociera informacja o bombardowaniu Powiśla i północnego Śródmieścia, wielu z nich opuszcza swoje domy. Mieszkańcy kamienicy przy Wareckiej zaczynają rozumieć, że nie zdołają jej ugasić. Matka wie, że trzeba działać szybko. Zakłada synowi mały harcerski plecak. Jest zrobiony z zielonego płótna i ma metalowe zapinki. W środku są cztery pary dziecięcych krótkich kalesonków i 40 zł w nominałach po 10 zł, wydrukowanych przez jedyny działający Bank Emisyjny. Droga ucieczki jest dość oczywista. Mury piwnic pod każdym budynkiem są poprzebijane, aby walczący mogli swobodnie przemieszczać się między ulicami. Te przejścia pomagają wszystkim uciekającym tej nocy. Mama z synem na ul. Górskiego widzą dużo ludzkich ciał, leżących wzdłuż muru. Idą blisko niego, by nikt ich nie zauważył. Matka zasłania chłopcu oczy, co tylko podsyca jego ciekawość. Dochodzą do Brackiej. Od tego miejsca aż do Kruczej ciągnie się barykada przecinająca Al. Jerozolimskie. Przejście nad rurą znajdującą się u szczytu wykopu pod barykadą to pewna śmierć. Teren jest bowiem uważnie obserwowany przez niemieckiego snajpera leżącego na dachu budynku Banku Gospodarstwa Krajowego. Kobieta decyduje się przejść pod rurą. Robi to i woła syna. Chłopiec próbuje się przedostać, jednak coś go z tyłu zatrzymuje. To plecak! Bez chwili namysłu chłopiec się cofa. W oczach matki widać przerażenie, w myślach krzyczy: „Nie!”, gdy widzi, jak syn przeskakuje górą. W trakcie tych kilku sekund serce podchodzi jej do gardła. Gdy dziecko bezpiecznie ląduje na ziemi, czuje niewyobrażalną ulgę. Samozwańczy bohater idzie dalej, zadowolony z siebie. Trafiają do schronu przy ul. Nowogrodzkiej. Przeczekają tu razem z innymi kilka godzin, aż skończy się nalot. Chłopiec w kieszeni mocno ściska prezent podarowany mu 30 lipca na ósme urodziny. To ryngraf z wygrawerowanymi słowami: „A jeśli komu droga otwarta do nieba, to temu, co służy Ojczyźnie”.