Paulina Justyna Boruc uczy się w 35 LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Bolesława Prusa. Gra w siatkówkę, biega, kocha malować obrazy olejne. Jej ulubionym zespołem jest Dżem z Ryszardem Riedlem na czele. do  przeprowadzania wywiadu z babcią skłoniła ją chęć poznania przeszłości ukochanej prababci oraz opowiedzenia o tym, jak w czasie wojny wyglądało życie zwykłego nastolatka.

Opaska, która ratuje życie

– Wagony całe przepełnione, a my po raz kolejny modliłyśmy się o trochę szczęścia

Siostry Jasia i Fela były podobne do siebie jak dwie krople wody

– Całą historię znam tak, jak zapamiętała ją Jasia – mówi Małgorzata Dobrowolska, córka ocalałej Janiny Rzymkowskiej, mojej prababci. – Zaczyna się wojna, mama ma wtedy 15 lat, tak samo jak jej siostra bliźniaczka Fela. Siostry są takie same, a jednak nie czują się tak samo bezpieczne. Jasia w młodym wieku straciła słuch i chodzi do szkoły w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych przy pl. Trzech Krzyży. Wiesław Jabłoński, jeden z nauczycieli w tamtejszej szkole, organizuje grupę, która wchodzi w skład Związku Walki Zbrojnej. Głuchoniemi zajmują się roznoszeniem ulotek i podziemnych pism. Każdy ma legitymację świadczącą o niepełnosprawności i opaskę z napisem „Taubstumme”, co znaczy „głuchoniemy”. Niemcy nigdy ich nie sprawdzają, uważając, że niepełnosprawni nie mogą stwarzać jakiegokolwiek zagrożenia. Janina jest jednak zbyt młoda, by wstąpić w szeregi ZWZ. Kiedy zamyka się jej szkoła, razem z siostrą pomaga ojcu dostarczać żywność do ich sklepiku spożywczego usytuowanego przy ul. Terespolskiej na warszawskim Grochowie. – Potrzebne było wszystko, co tylko dało się przewieźć pociągiem z Karczewa: sery, jajka, mleko, mąka – tłumaczy Małgorzata. Fela nie tylko pomaga ojcu, ale też stara się za wszelką cenę uczęszczać na tajne lekcje prowadzone przez nauczycieli.

Łapanka na dworcu

Jest kwiecień, rok 1943. W sklepie znowu brakuje żywności. Dwie 19-letnie siostry muszą się więc po raz kolejny wybrać za miasto. Każda taka podróż to dodatkowy strach, bo przecież mogą nie wrócić. Ale nie ma innego wyjścia. – Mama zapamiętała straszny tłok. Ludzie niemieszczący się w wagonach musieli stawać na przymocowanych na zewnątrz na słowo honoru deskach i kurczowo trzymali się drzwi – relacjonuje Małgorzata. Wydaje się, że tym razem znów wszystko pójdzie dobrze – siostry zdobyły zapas żywności od znajomych ze wsi. Modlą się o szczęśliwy powrót, gdy pociąg wjeżdża na dworzec Warszawa Wschodnia. – Wysiadają i okazuje się, że ktoś dał cynk Niemcom o przemycie amunicji. Trwa kolejna łapanka, zabierają każdego – zawiesza głos Małgorzata. I dodaje ze łzami w oczach: – Jasia ocalała tylko dzięki tej opasce i legitymacji zaświadczającej, że jest głuchoniema.

Fela trafia do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Spędzi tam pół roku. Tak jak innym więźniom, towarzyszy jej ból, strach, choroby. Są nieludzko karani za drobne przewinienia.

Walka o siostrę

– W tamtych czasach mój dziadek miał dość szerokie znajomości, dlatego gdy tylko Jasia wróciła i opowiedziała, co się zdarzyło, Feliks od razu zabrał się do roboty – przypomina sobie Małgorzata. W obozach było dużo Niemców, którzy za pieniądze zgadzali się na pewne układy. Na początku brali duże sumy tylko za przekazanie informacji, czy Fela żyje i co się dzieje w obozie. Potem rodzina dostała list. Znalazł się w nim przejmujący opis życia obozowego. Każdy więzień obawiał się egzekucji, zamknięcia w komorze gazowej, ale niektórym taka śmierć przestała wydawać się straszna. Myśleli o niej, jak o wybawieniu od tych wszystkich męczarni i katorżniczej pracy. Po pół roku jeden z opłaconych Niemców nielegalnie załatwia Feli opuszczenie obozu, podczas wywozu grupy dziewcząt do pracy w zakładach produkcyjnych. W umówionym miejscu przekazuje dziewczynę ojcu, za co bierze kolejną, pokaźną sumę pieniędzy. – To było jak cud, że się w ogóle udało – stwierdza Małgorzata. – Ciocia była podobno strasznie wychudzona…

Ucieczka przed wojną

W październiku 1943 r. cała rodzina przenosi się z Warszawy do Kobyłki, bo boi się kolejnej takiej tragedii jak ta, która spotkała Felę. – Jasia czekała na siostrę w rodzinnym domu w Kobyłce, przy ul. 11 Listopada. Fela przyjechała razem z dziadkiem. Emocji, jakie temu spotkaniu towarzyszyły, nie da się opowiedzieć – przyznaje Małgorzata. I dodaje, że od tamtego momentu bliźniaczki nie wychodziły z domu. Gdyby ktoś się dowiedział, że Fela jest na wolności, to pewnie obie trafiłyby do obozu. – Z tego czasu zostało tylko zdjęcie, jak obie siedzą na płocie. Fotografia została zrobiona jakiś czas po powrocie Feli. Widać na niej, że są podobne do siebie jak dwie krople wody. Mimo że Kobyłka leży poza Warszawą, życie nie było tu wcale spokojne. Janina zapamiętała, że Niemcy wynajmowali Polaków, którzy przebrani w niebieskie mundury chodzili po domach, robiąc rewizje. – Nieważne, czy to świt, czy środek nocy; gdy przychodzili, nie było mowy o sprzeciwie, trzeba było otwierać i koniec – relacjonuje opowieść swojej mamy Małgorzata. Podobnie działo się w roku 44, kiedy wybuchło Powstanie. Niemcy coraz agresywniej traktowali Polaków. Na wszystkich terenach, począwszy od Tłuszcza, gnali ludzi w stronę Warszawy. To było straszne, każdy chował się gdzie tylko mógł. Cmentarze, komórki, piwnice były teraz oblegane przez ludzi wołających o pomoc. – Mama z siostrą i resztą rodziny siedziała zamknięta w piwnicy połączonej korytarzami z innymi. Były to tzw. schrony własnej roboty. O jedzeniu także nie było mowy, jedynie w nocy, gdy nie było widać unoszącego się dymu – mówi Małgorzata. i dodaje: – Tak działo się jeszcze przez długi czas. Wszystko wróciło do normy dopiero po wojnie. w 1945 r. szkoły znowu zostały otwarte, a dziewczyny wróciły razem z rodzicami do Warszawy, na Terespolską, do swojego domu z małym sklepikiem.