Remanent

– Będziesz miała teraz dziadka na baterie! – mówi, kiedy dzwonię, by zapytać, skąd właściwie wziął się jego powstańczy pseudonim. Bo 88-letniemu „Zakrzewskiemu”, którego przez całe swoje dzieciństwo pieszczotliwie nazywałam „Kaziczkiem”, za kilka dni wstawią rozrusznik serca. Był w 3. batalionie pancernym „Golski”, w samodzielnym plutonie łączności 149. – We wrześniu 1944 r. lekko ranny w twarz podczas walk w rejonie Politechniki Warszawskiej – czytam mu fragment jego biogramu, który znalazłam na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego. – To było tylko draśnięcie! Ciekawe, kto o tym opowiedział? – zastanawia się. Na stronie brakuje informacji o tym, gdzie był w niewoli, jest tylko jeniecki numer 223.064. I odznaczenia: Warszawski Krzyż Powstańczy, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi. Pytam, czy będziemy mogli te brakujące informacje wreszcie uzupełnić. Zgadza się i kończymy rozmowę, bo właśnie gotuje ogórkową.

Anna Błaszkiewicz