Jerzy S. Majewski jest historykiem sztuki, varsavianistą i dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, w której co tydzień ukazuje się jego felieton z cyklu „Warszawa nieodbudowana”. Jako autor książek o stolicy i kilku „Spacerowników”, zaprasza czytelników na wycieczki po mieście, opowiadając im o architekturze i obyczajowości dawnej Warszawy. Razem z Tomaszem Urzykowskim napisał „Przewodnik po powstańczej Warszawie”.

Zakotwiczeni

Anna Błaszkiewicz: w „Gazecie Stołecznej” znalazłam Twój tekst o grze historycznej w ruinach Banku Polskiego przy Bielańskiej. Wcieliłeś się w trzy postacie – w pierwszym „życiu” zrobiłeś karierę wojskową, w drugim – wziąłeś udział w powstaniu styczniowym, konspirowałeś i trafiłeś na stryczek, w trzecim – najpierw zająłeś się interesami, a potem zostałeś rewolucjonistą. Dobrze się bawiłeś?

Jerzy S. Majewski: To było naprawdę fajne, bo gra wymagała trochę wiedzy i wyobraźni. Trzeba było rozwiązywać zadania i podejmować decyzje, które miały swoje konsekwencje. Tak najłatwiej „wejść” w historię, potem można coś sobie doczytać, dowiedzieć się czegoś więcej. Ja, kiedy np. obejrzę ciekawy film kostiumowy, zaraz mam chęć sięgnąć po książkę na temat epoki, w której rozgrywała się akcja. i pewnie nie jestem wyjątkiem.

bo historia potrafi być fascynująca?

Oczywiście. Uczy nas życia w wymiarze osobistym i społecznym. Inna rzecz, że jesteśmy na tę naukę odporni i wciąż popełniamy te same błędy. ale jeśli na podstawie doświadczeń z przeszłości nie wypracujemy mechanizmów, które uniemożliwią powtórzenie się pewnych zjawisk, wrócą te same potwory.

Jakiś projekt popularyzujący historię szczególnie Ci się ostatnio spodobał?

Prężne zespoły działają w Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Historii Polski. Ich pomysły są spójne, ciekawe, oryginalne. Świetny projekt przygotował Dom Spotkań z Historią z okazji 21. rocznicy pierwszych wolnych wyborów. w Domu Słowa Polskiego przy ul. Miedzianej można było odwiedzić solidarnościową drukarnię, opowiedzieć o swoich przeżyciach z czasów PRL-u i posłuchać relacji innych osób, skonstruować własną radiostację, przejść test na patriotyzm, obejrzeć tworzoną na żywo parodię programów telewizyjnych z lat 80., a nawet zrobić sobie zdjęcie z Wałęsą. To były fajnie obmyślone, kompleksowe działania. Przecież najłatwiej zapamiętuje się to, czego się dotknie – nie chodzi tylko o dosłowne dotykanie przedmiotów, ale też bardziej metaforyczne dotykanie zjawisk.

a rekonstrukcje historyczne?

Mam w tej sprawie mieszane uczucia. Szalenie ciekawe są te próby cofania się w czasie i sprawdzania, jak pewne rzeczy kiedyś funkcjonowały, takie dosłowne „wchodzenie” w inną epokę. Podoba mi się, że są płatnerze, którzy klepią miecze, i cieśle, którzy potrafią wznosić „średniowieczne” budynki. ale kiedy w rocznicę stanu wojennego widziałem na  Placu Zamkowym ludzi przebranych za zomowców, którzy pałkami rozpędzali demonstrację, pomyślałem, że to bardzo dwuznaczne i w nie najlepszym guście. Nie wiem, czy to kogoś czegoś uczyło.

To jak mówić o historii, żeby inni chcieli słuchać?

Jestem historykiem sztuki, więc dla mnie punktem wyjścia często stają się budynki, przedmioty, miejsca. Żyjemy w kulturze obrazkowej, nie możemy udawać, że jest inaczej. Dlatego trzeba szukać sposobów na zilustrowanie swoich słów. Przydają się też anegdoty, pomaga stosowanie obrazowych porównań, bo zapadają w pamięć, szczególnie jeśli są zabawne. Cudów nie ma, ludzka percepcja jest ograniczona i trzeba wiedzieć, kiedy skończyć. Wystarczy obserwować słuchaczy – jak się zaczynają kręcić albo siedzą ponuro, to znak, że jest już źle. Dzieciaki zwykle po 45 minutach odpływają i są w zupełnie innym świecie. Kluczem do sukcesu jest skupianie na sobie uwagi – dlatego tak lubię spacery z mniejszymi grupami, takimi poniżej 50 osób. Wtedy łatwo nawiązać bezpośredni kontakt i można się ciągle przemieszczać – tak, żeby patrzeć na budynki z różnych stron, zaglądać w zakamarki.

Z jakich źródeł korzystasz, przygotowując teksty z cyklu „Warszawa Nieodbudowana”?

Zrobiłem sobie spis adresów i jak coś o jakimś miejscu usłyszę, zaraz to notuję. Kiedy się trochę informacji uzbiera, piszę. Punktem zaczepienia są często listy od czytelników. Mam wielu sprawdzonych rozmówców, którzy ciekawie opowiadają i nie zmyślają. Jeśli chodzi o 44 r., kapitalnym źródłem jest całe Archiwum Historii Mówionej, stworzone przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Powstańców jest coraz mniej, to ostatnie chwile, by się od nich czegoś jeszcze dowiedzieć. Właściwie trzeba by teraz z nimi ciągle rozmawiać...

a w jakie pułapki można wpaść, gdy pisze się o przeszłości?

Przede wszystkim nie należy wierzyć każdemu. bo ludzie czasem po prostu konfabulują. Proste sposoby pozwalają weryfikować ich prawdomówność. jak ktoś mówi, że był Powstańcem, zawsze pytam, w jakim był plutonie i kto był jego dowódcą. Słyszałem już sporo absurdalnych opowieści, o których sam wiem, że nie są do końca prawdziwe. a kiedy mam jakieś wątpliwości, dzwonię do znajomych Powstańców, czytam im kawałek tekstu i pytam, czy to ich zdaniem mogło się wydarzyć.

Niektórzy mówią, że za bardzo koncentrujemy się na przeszłości, a trzeba żyć dniem dzisiejszym.

W Pradze czy w Rzymie ludzie mieszkają w starych mieszkaniach, w których kredens stoi w tym samym miejscu od 100 lat. w Warszawie tak nie jest, w Krakowie tak bywa. Włosi, którzy na co dzień obcują z antykiem, tworzą najlepszy współczesny design. Są nowoczesnym społeczeństwem, które jest mocno zakotwiczone w tradycji. i to klucz do sukcesu. bo przecież zakotwiczenie wcale nie oznacza życia przeszłością. Chodzi o posiadanie jakiegoś punktu odniesienia. i – tak jak w sztuce – dialog z tym, co było kiedyś, choćby przez kontrast czy negację.

Znasz dobrze historię swojej rodziny?

W rodzinie mojej mamy znalazł się jakiś genealog, który zbadał nasze dzieje od średniowiecza. a rodzinę ojca znam trzy pokolenia wstecz.

Był taki moment, że zacząłeś się interesować, czym zajmowali się pradziadkowie i gdzie w młodości mieszkali dziadkowie?

Ja to zawsze wiedziałem. Nigdy nie musiałem tego odkrywać. Opowiadali rodzice, babcia i dziadek, który urodził się przed rewolucją 1905 r. Uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r., wypytywałem go o różne historie. No i w domu było mnóstwo starych, ciekawych przedmiotów, np. mapnik.

w Twojej rodzinnej historii jest jakaś ważna opowieść związana z 44 r.?

Mój dziadek zbudował przed wojną dom w Halinowie i wyprowadził się na wschód od Wisły, więc ominęło go Powstanie. Jedyny obraz, jaki mam w głowie, to płonąca Warszawa z opowieści babci. Inna część rodziny miała mieszkanie na  Marszałkowskiej, które ocalało. Kiedy Powstanie wybuchło, byli w domu letniskowym pod miastem. w ogóle wojna obeszła się z nami stosunkowo łagodnie. Dlatego w moim domu stoją stare meble i mogę na co dzień używać przedmiotów, które przetrwały wiele lat. Moja córka czasem nawet przymierza przedwojenne bluzki, które jakimś cudem się u nas zachowały.